Na to dramatyczne pytanie Zbawiciela, narodzonego w Betlejem, każdy powinien odpowiedzieć w swoim sumieniu. O tym przekonywali wykonawcy bożonarodzeniowego musicalu, prezentowanego w kościele św. Bartłomieja w Czańcu. Dorośli, dzieci i młodzież przygotowali go pod przewodnictwem wikariusza ks. Piotra Zawarusa.
Jak usłyszeli zgromadzeni w kościele słuchacze, ewangeliczne słowa o Bogu, który „przyszedł do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli”, nie odnoszą się tylko do faktu, że w betlejemskiej gospodzie nie było miejsca dla Chrystusa, którego Maryja niosła pod sercem. – Tu chodzi o nas. Nie chcemy wyznać prawdy, że jesteśmy własnością Boga, że do Niego należymy. Zamykamy drzwi swoich serc przed Bogiem i przed ludźmi. Bóg przychodzi jako delikatne i bezbronne niemowlę, aby obudzić w nas miłość, która uczyni w sercu miejsce dla innych: dla Boga i ludzi – wskazywał ks. Piotr, reżyser i zarazem wykonawca.
Razem z nim w prezbiterium stanęła liczna grupa solistów, chórzystów, instrumentalistów i aktorów, którzy w krótkich scenach przybliżali, jak mocno betlejemskie wołanie Chrystusa rozbrzmiewa w naszej współczesności, w trudnych chwilach cierpienia, samotności, rodzinnych konfliktów.
- Pokochaj Mnie, weź Mnie za ręce i przytul szczerze do serca - dodawali w imieniu Chrystusa młodzi artyści, a chwilę później śpiewali głośno i z przekonaniem: „Nie jesteś sam!”.
W grupie wykonawców znaleźli się członkowie Stowarzyszenia Rodzin Katolickich oraz parafialnej wspólnoty Ruchu Światło-Życie.
- To dla nas ogromne wyzwanie, bo stworzyliśmy tu prawie orkiestrę, a wykształconego muzyka mamy w składzie zaledwie jednego. Reszta to amatorzy i samoucy, więc musimy mocno się starać - podkreśla Katarzyna Weźranowska, szefowa SRK. - Ks. Piotr nas mobilizuje i to z powodzeniem, bo angażują się chętnie osoby w różnych wieku, od maleńkich dzieci, przez młodzież, po pracujących dorosłych i emerytów. Oczywiście to wymaga odwagi, ale niesamowitego zapału dodaje nam Pan Jezus w sercach. Mamy ogromne pragnienie, żeby spotykać się na próbach, a potem tu, w kościele, sławić Pana Boga. Widzimy w oczach tych, którzy nas oglądają i słuchają, wzruszenie. Oni mogą się zatrzymać i doświadczyć radości, że rozwiązaniem wszystkich problemów jest to Dziecię…
Radości, że w ewangelizacyjnym musicalu z zainteresowaniem uczestniczyli liczni parafianie, nie krył też inicjator - ks. Piotr Zawarus.
- Chcemy tym muzycznym, ale też teatralnym przedsięwzięciem, które przygotowaliśmy już po raz trzeci, służyć naszej parafialnej wspólnocie. Udało się znaleźć osoby, które grają na różnych instrumentach, więc napisałem scenariusz i zaczęliśmy próby. Wielką pomocą były nie tylko muzyczne, ale też organizacyjne talenty pani Kasi, naszej multiinstrumentaliski, która czuwała nad całym zespołem. Swoimi talentami chętnie podzielili się też członkowie naszej parafialnej młodzieżowej oazy, którzy prawie w komplecie wystąpili - w 20-osobowej grupie!
Ks. Piotr jest też autorem scenariusza musicalu, którego ewangelizacyjne przesłanie zostało w sercach wykonawców i publiczności. - Chcemy przypomnieć, że Pan Jezus nie tylko przyszedł na świat w Betlejem, by nas zbawić, ale że cały czas jest z nami, żyje w naszych sercach. Chcemy ostrzec, że czasem tak nie jest, a my możemy zachować się jak Herod, w obliczu tylu różnych problemów, które mamy w życiu. Nawiązywały do nich krótkie scenki, pokazujące, że receptą na te nasze trudności jest właśnie Chrystus. On jest źródłem nadziei. My czasem o tym zapominamy, a wystarczy się na Niego otworzyć - tłumaczy ks. Zawarus.
Co roku czaniecki musical ma inny scenariusz. Inna jest też scenografia. Tym razem cała ekipa wystąpiła w anielskich strojach i zadbała też o staranny biały wystrój prezbiterium, które na ten czas zamieniło się w rajskie Betlejem, gdzie chóry aniołów zagrały i zaśpiewały dla Dzieciątka.
A widzowie, którzy ocierali łzy wzruszenia i oklaskiwali wykonawców na stojąco, swoim odbiorem najlepiej potwierdzali, że razem z artystami chcą stanąć przy Chrystusie.